niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział pierwszy

 To takie piękne, ja,  ty i nasz syn.
 Michael jest świetnym ojcem już dziś miał pierwszy raz zaprowadzić nasze maleństwo do przedszkola. Fakt, nie został skoczkiem, ale chociaż ma nas. 
Poród nie był taki zły, Michi cały czas był przy mnie, wspierał mnie, pomagał. 
Czułam się dumna że zostałam dumną matką, no ginekologiem, nie było nic trudnego w zdaniu studiów. Michael został doradcą bankowym, chyba się spełnia w tym zawodzie.
-Candy- wołał mnie. Gdy wstawałam, zawsze był przymnie, budził mnie pocałunkiem, a na rękach trzymał nasze szczęście, Bruno.
-Cześć tygryski- odpowiedziałam, całując synka i męża. 
- Mamo ja zaraz idę do przedszkola.
-Naprawdę, a z kim idziesz do tego przedszkola.
-Tatą- odpowiedział słodko.
-A mogę iść z wami?- zapytałem, a mój mały synek kiwał główką, co oznaczało ,,tak,,
Moje maleństwo było już w przedszkolu, a my poszliśmy na spacer, życie jak z bajki prawda?

                                                                      ****

-Mamo, mamo- tylko tyle słyszałam gdy wybudziłam się z tak pięknego snu.  A wołał mnie mój ukochany synek. Bruno.
-Już wstaje.- odpowiedziałam zaspanym głosem.
-To dalej, przecież dziś jedziemy na  w góry, już mam dosyć tego morza, a fuu..
-A jesteś już spakowany? Nie będę czekać.
-Ale ty miałaś mnie spakować, ja mam wolne.
- No dobrze, a powiedz kochasz  mamusie?
-Bardzo Cię kocham.

Już byliśmy w samochodzie, Bruno jak zwykle, usnął. A ja miałam jeszcze długą drogę do rodzinnej miejscowości. Czego się bałam? Że ,,go,, spotkam, gorzej, on spotka Bruna.

-Halo- powiedziałam do słuchawki, dzwonek który przerwał moje myśli.
-No hej, co tam, kiedy będziecie?- była to Kate, jedynie z nią miałam kontakt.
-Dopiero wyjechaliśmy,  Bruno już śpi, a ja...- nawet nie zdążyłam dokończyć.
-A ty myślisz o nim?!- powiedziała.
-Niestety, ale dobra już o tym nie mówmy, ok?
-O.K, to zadzwonisz jak będziesz na miejscu?
-Dobrze, pa.

Wróciłam do rozmyślania, nawet nie wiem, co bym uczyniła gdybym spotkała Michaela. Cały czas mam ten obraz, mój pierwszy raz, z Michaelem. Do dziś nie mogę o nim zapomnieć, chyba cały czas go kocham.
                                                                          
                                                                            *

21 marca 5 lat wcześniej.

W samochodzie rodzice byli na mnie wściekli, jak mogłam zajść w ciąże w wieku siedemnastu lat, obłęd, prawda? 
Rozmawialiśmy co będzie dalej, czy chcę urodzić i oddać do adopcji, ja jednak chcę zostawić i wychować małego. Wiem, nie będzie łatwo ale nie mogłam  inaczej uczynić. 

Urodziłam zdrowego chłopca, nazwałam go Bruno, a gdy już mały trochę urośnie zacznę studia. Niestety będę prawnikiem, taka była umowa rodziców. Przez kilka lat tęskniłam za nim, miałam takie dni że do niego dzwoniłam, i się rozłączałam, i on do mnie dzwonił, nie odbierałam, dowiadywałam się od Kate że nikogo nie ma, i że już nie mieszka u rodziców, wyjechał, i dobrze. Niech spełnia marzenia, tak jak ja spełniam swoje, może nie o tym marzyłam, ale jestem szczęśliwa.

-----------------------------------
I jest I rozdział :D
Przepraszam że tak długo ale kompetencje były na pierwszym miejscu :/ Obiecuje że II będzie szybciej :P Teraz czas na maturzystów, powodzenia życzę :*
Pozdrawiam :*