środa, 18 lutego 2015

Epilog- Zostań ze mną Proszę

 Czytaj przy tym!


Moja droga !


Twoja śmierć była dla mnie jak kolejny rozstanie, tylko to rozstanie nie było do końca takie same. Ty już nie wrócisz. Nigdy...

Gdy o tym myślę łzy same napływają mi do oczów. To nie tak miało być, miałem ja umrzeć, Ciebie Bóg miał nie brać. Nie mi ani Brunowi. 

Bruno wciąż nie uświadamia sobie tego że Ciebie nie ma.
Twoja mama mówi mu że wyjechałaś w bardzo długą podróż bez powrotu. Płacze że go nie zabrałaś. Po nocach nie śpi, płaczę i tęskni. Wtedy przychodzę, przytulam go do siebie.

Nabieramy do siebie dystansu, przyzwyczaja  się do mnie. Chyba mnie pokochał.
 Ale wiem że nigdy nie będzie mnie kochał tak jak Ciebie.
Za to ja postaram się kochać go tak jak ty to robiłaś.

Gdy myślę o nas przypomina mi się nasze pierwsze spotkanie. Jak byliśmy mali. Pamiętasz? Gdy byłem na skoczni z dziadkiem a ty ze swoją rodziną byłaś na spacerze.
Wymiana wzroku. Już wtedy wiedziałem że będę Ci mówił Kocham Cię.

Co do swojej matki. Nigdy jej tego nie wybaczę że ona ostatni raz z tobą rozmawiała, i puściła Ciebie w takich nerwach.

Do siebie też mam pretensje, gdybym się obudził dwie minuty wcześniej, żyłabyś teraz przytulałbym się do Ciebie, a nie pisał list który przeczytam  na twoim pogrzebie. 
Obecni są ludzie którzy byli Ci bliscy, wszyscy płaczą. A ty pewnie się uśmiechasz do nas tam, z góry. 

Macham Ci widzisz? Wysyłam całusy tak jak co noc po twoim wyjeździe , nigdy o Tobie nie zapomniałem, wiedziałem że kiedyś los będzie tak łaskawy i napotka nas na naszej drodze, drodze życia.



Ps Poradzimy sobie z Brunem. Kochamy Cię mocno.

PSS Tego nie przeczytam na pogrzebie, to zostawię dla Ciebie.


Po ostatnim pożegnaniu i mojej przemowie wszyscy zaczęli klaskać. Wtedy czułem twoją obecność. Nawet widziałem Cię w tłumie tych ludzi. Uśmiechałaś się do mnie, teraz wiem, będziesz z nami, nie ciałem ale duchem. Już się nie boję o nic, bo mam Bruna, cząstkę ciebie, nosiłaś jego pod swoim sercem, może i ma moje oczy, lecz charakter odziedziczył po Tobie. Jest troskliwy i spokojny, jeden uśmiech i zmieni całe życie na lepsze.

12 lat później

-Cześć Candy. Przyszedłem  się pożegnać , jutro Bruno wyjeżdża na studia, będzie ginekologiem,zawsze ty nim chciałaś być . I ja chcę się trochę rozerwać, lecę na Majorkę tam mam kupiony mały domek przy plaży, będzie pięknie.- powiedziałem a jej oczy błyskały w świetle słońca. Uśmiechała się.
-Bądź szczęśliwy mój drogi - odpowiedziała
-Zostań ze mną.-odrzekłem
-Proszę-odpowiedział ze łzami w oczach.
-Tato!- usłyszałem.
-Bruno tu jestem.
-Tato, do kogo ty mówiłeś?
-Do twojej mamy
-Ale nikogo tu nie ma, jej tu nie ma.
-Ależ jest-odpowiedziałem- W naszych sercach pozostanie na zawsze.
-Więc-odpowiedział i zwrócił wzrok w stronę pomnika.- Zostań ze mną.
-Proszę- wtedy ona odpowiedziała, uśmiechnęła się. I odeszła.
-Idziemy?-spytałem. Bruno odmachnął głowo, poszliśmy.

Ostatnia piosenka


           ~Kiedy człowiek się za­kochu­je, je­go życie nieod­wra­cal­nie się zmienia i choćby nie wie­dzieć jak się próbo­wało, to uczu­cie nig­dy nie zniknie.~ Nicholas Sparks



                                                                  Witam (ostatni raz)
BYłam tu od prawie pół roku. Dużo? Zdążyłam  się przyzwyczaić do was. No i do moich bohaterów.
Będę tęsknić. Kocham Was wszystkich! <3
Do zobaczenia :*

http://pangregorandja.blogspot.com/ Zapraszam tu!!!! :***

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział piętnasty

-Dzień dobry. Czy coś się zmieniło z Michaelem?- podeszłam do pokoju pielęgniarek
-Niestety nie, a jak Bruno?- spytała się pielęgniarka.
-Coraz lepiej dziś wyjeżdża z dziadkami do domu. Ja zostaje.
-To oczywiste. Musi Pani zostać patrząc na to że leży tu Pani chłopak.
- Nie wiem czy będę w stanie zostać tu dłużej niż miesiąc. Tracę nadzieje że Michael się obudzi.
-Trzeba żyć z nadzieją.
Żyć nadzieją, łatwo powiedziane. Ile można kilka miesięcy już tak żyje, hotel, szpital, hotel, szpital i nic.
Może lepiej odpuścić?
Ale jak?
Przecież ja go kocham. Jeszcze oddycha, nie sam, ale oddycha.
Czy miałabym go zostawić jeżeli to ja doprowadziłam do tego stanu go?
Życie takie nigdy nie będzie ani dobre dla Bruna ani do mnie. Mały już jest w domu, ale wciąż mnie tam nie ma, więc to nie jest normalne życie.
Cholerny Pointner a tak go lubiłam, jak widać chciał mieć roboty a nie zawodników.
-Cześć Michael.- powiedziałam do ,,śpiącego Michaela'' i pocałowałam go w policzko.-Jak Ci dziś minął dzień?- mówiłam tak jakby sama do siebie, i to już chyba można powiedzieć. Zwariowałam ale co miałam dzień w dzień siedzieć koło jego łóżka i siedzieć cicho jak myszka? Nie potrafię.

-Candy?!-usłyszałam głos, bardzo znany i .....-Co Ty tu jeszcze robisz?- oburzony. Tak, był to głos należący do matki Michaela. Nie mieszkają już w Oslo. Po uzyskaniu stypendium przez Michaela sprzedała dom i wyjechała do Niemiec do ojca Michaela.
-Witam.- nie wiem po co to powiedziałam-jak to co?! Jestem u Michaela, nawet nie rozumiem skąd to pytanie?
-Może dlatego że przez Ciebie i tego bachora mój syn tu leży i nie może skakać, może nawet nie wiadomo czy przeżyje.
-Nie bachora tylko Pani wnuka, nie wiem dlaczego Pani mnie obwinia to nie moja wina, Michael nie powiedział że brał tabletki od Pointera.- przerwała mi.
-O Pointnerze wiem, ale gdyby nie mój ''wnuk''-tu wykonała ruch, zginanie dwóch palców przy dwóch rękach na znak arogancji- to tu by nie leżał i teraz by odbierał kryształową kule, wiesz?
-Nie wiem w czym ty winisz niewinne dziecko które uratował jego ojciec, jesteś -przerwałam, złość była, ale nie będę obrażać kobiety.- Wiesz co nie zniżę się do twojego poziomu i nie będę wypominać twoich błędów! Żegnaj Michael.- powiedziałam i wyszedłam , wróć, wyleciałam ze szpitala, wyjechałam z szpitalnego parkingu i.... Ujrzałam biały błysk...


w tym samym momencie 

Michael 

Słyszałem. Słyszłem kłótnie ale kogo, głos znany. Tak! Candy moja kochana, to dla niej walczę ze słabością, ale ona kłóciła się z mamą, nie.

-Mamo-powiedziałem
-Synku?! Synku drogi nie ruszaj się zawołam lekarza, poczekaj.
-Gdzie Candy? Halo niech mi ktoś powie gdzie ona!?


Miesiąc póżniej

-Dzień dobry Michael.
-Witam Panią.-ujrzałem mame Candy, Jane.
-Jak się czujesz?
-Coraz lepiej, gdzie Bruno?
-W domu, został z moim mężem, nie chcieliśmy żeby był tu to dla niego wielki szok.
-Wie pani że będę się starał o prawa do opieki nad nim?
-Zdaje sobie sprawę i nie będziemy przeszkadzać w tym, ale musisz się liczyć że teraz nie będzie Ci łatwo.
-Wiem, idziemy?
-Tak.

--------------------
Witam!
Jeszcze tylko epilog, mam nadzieje że będzie was tu dużo :)