Wrócił do domu. Rozebrał się, usłyszał głos z pokoju. Poszedł do pomieszczenia, ujrzał...
-Dziadek!
-Cześć wnusiu! Gdzie masz narty? Zaraz idziemy na skocznie, dobrze?
-Tak, już prawie rok trenuje, wiesz?
-Słyszałem właśnie, to leć szybko po narty.
Malec mknął po sprzęt a dziadek został i powiedział do matki Michaela.
- Masz tu pieniądze, zrób wigilijną wieczerzę. A ja idę kupić małemu prezent.- W jego oczach była obojętność do matki malca, widać że zależy mu tylko na wnuczku.
-Dziadku- przerwał im rozmowę mały Hayboeck.
-Już gotowy? No to w drogę!- powiedział z uśmiechem starzec.
-Michael nie tak drętwo!
Krzyk dziadka słyszeli wszyscy w Oslo, nigdy jeszcze nie trenował małego Michaela, mały zawsze się zastanawiał, co tak bardzo dziadek kocha w skokach.
-Dziadku, a czemu ty mi mówisz jak mam skakać?
-Bo wiesz, kiedyś też trenowałem skoki, i przestałem.
-czemu?
-Bo urodził się Twój tata. I nie mogłem być wciąż na wyjazdach.
-To nie spełniłeś swoich marzeń?
-Jeszcze nie, ale na pewno się spełni.
Po kilku latach a naprawdę po 10, Michael wygrał swoje pierwsze zawody. Kto był jako pierwszą osobą która mu pogratulowała, dziadek. Lecz to nie było na skoczni tylko w szpitalu. Dziadek miał raka, złośliwego, tak kochał wnuka, pomagał mu finansowo. Mały Michael mógł trenować bez obaw.
-Dziękuje Ci dziecko.- powiedział dziadek do Michaela.
-Za co?
-Za to że spełniłeś moje marzenia.
-Ale dziadku jakie?
-Przynajmniej jakiś Hayboeck stanął na podium pucharu. Nie jakiś, tylko mój wnuk. Jedyny i niepowtarzalny Michael Hayboeck.
-Dziadku, to dzięki Tobie tak się stało.
-Kochany Wnusiu, będę jeszcze szczęśliwszy jak zdobędziesz krążek olimpijski, ciężką pracą i zaangażowaniem.Obiecujesz ? a I dbaj o rodzinę swoją a nie pożałujesz.
-Tak- powiedział z łzami w oczach, trzymał dziadka za rękę.
-Michael jestem z Ciebie dumny, tak Ci:ę kocham wnusiu...
To były ostatnie słowa dziadka, zmarł na jego rękach, płakał, nie mógł przestać, nic już go nie cieszyło, stracił osobę na której mu najwięcej zależało, to było bardzo trudne, nikt nigdy go nie pytał jak mu się żyje, zrobił to dziadek.
Dal wszystkich dziadek jest jest/był osobą bardzo ważną.
Dla mnie dziadek jest osoba z którą można się pośmiać, pogadać albo zwyczajnie pooglądać skoki narciarskie. Kocham Cię dziadku, dziękuje że jesteś...
----------------------------------------------------------------------------------------
Babcia też jest świetna. takim małym akcentem kończymy święta. Trochę mieszania z tym świątecznym blogiem. Od jutro wszystko wraca do siebie, mam nadzieję :)
Szczęśliwego nowego roku wszystkim! :*
Wysyłam listy z prośba pojutrze, mam nadzieje że dojdą, jak będą zrobię zdjecie i pochwale sie nimi :D
Pozdrawiam :*
sobota, 27 grudnia 2014
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Świąteczne wydanie-wspomnienia ROZDZIAŁ ÓSMY
-Mamo wstawaj, już są święta, pada śnieg!
-Michael daj mi spokój, chcę spać....
-Mamo! Błagam, zrób mi takie święta jakie inni mają!
Matka nic nie odpowiedziała. Była zbyt zmęczona pracą, a gdzie ojciec? Ojciec pracował, 1000 kilometrów od domu. Bywał w nim tylko raz w roku. W święta, lecz nie w te. Musiał pracować nawet w święta. Biedny Michael musiał radzić sobie sam, miał zaledwie sześć lat. Smutne, prawdziwe. Takie życie. Lecz warto też zobaczyć, co trzecie dziecko w domu ma tak samo. Ci którzy mają całą rodzinę, mogą nazwać się szczęściarzami. Lecz nie o tym będzie ten rozdział. Będzie o tym wyjątkowym dniu, małego Michaela. Jak zjadł wigilijną wieczerzę, co dostał od losu.
*
Drogi Mikołaju!
Na moje szóste święta, nie chciałbym nic dostać. Może jedną rzecz, lecz nie jest to rzecz materialna. Tą rzeczą jest obecność świątecznego nastroju. Chcę aby mój tata i maja mama byli jednością tego nastroju.
Tak bardzo brakuje mi taty, mamie nie jest łatwo, tatę widuje tylko raz w roku, ale w ten rok nawet to nie będzie możliwe. To co? Rok mam czekać za moim ukochanym tatą. Chyba tyle nie wytrzymam.
Zrób co w twojej mocy, wierzę w Ciebie!
Michael Hayboeck :)
PS. Mogę jeszcze prosić trochę śmiałości, żebym zagadał do Candy? Jak nie będzie czasu to nic, z tym sam sobie dam radę.
Michael poszedł do swojego pokoju. Płakał, kocha matkę, i wie jak bardzo jej i tacie jest ciężko, ale też zazdrości innym dzieciom, którzy na wigilie wyjeżdżają do babci w innych miastach, albo po prostu zostają w domu, a cała rodzina przyjeżdża do nich.
Po jakieś godzinie, postanowił się przejść. Ubrał swoją kurtkę buciki, poszedł na skocznie. Tam zawsze mógł poczuć się dobrze. Skocznia w ten dzień wyglądała pięknie. Była bardzo pomysłowo ubrana, jak się na nią patrzyło, czuć było święta. Mały Michi, uwielbiał na nią patrzeć i marzyć że kiedyś, niedługo na niej będzie wygrywać. Marzył aby zostać skoczkiem, nie tylko on, dziadek od urodzenia mówił mu codziennie że nim zostanie. Do czasu, gdy babcia zmarła a dziadek pokłócił się z ojcem małego Michaela, od tamtej pory nie zobaczył go, nawet nie dostał od niego oznaki życia. Tak bardzo tęsknił, zawsze marzył aby dziadek wrócił i żeby znów byli rodziną...
-Michael-ku co ty tu robisz?- przerwał mu głos, męski głos, podobny do głosu jego ojca. Lecz nie. To nie był on. Był to trener Aleksander. Dla Michaela wujek Alek. - Czemu nie jesteś w domu?
- Nie mam ochoty tam być, jestem smutny.
-Dlaczego? Wujkowi możesz powiedzieć.
Mały opowiedział Alkowi co mu dolega. Rozmawiali coś długo, wuj Alek powiedział Michaelowi że może przyjść do nich, lecz mały odmówił, nie chciał zostawić swoją matkę samą.
---------------------------------------------------------------------------------
Tak mnie natchnęło :D Oczywiście ciąg dalszy jutro, i raczej na tym się skończy świąteczna edycja limitowana.. Wiecie co? Nie wiem dlaczego, ale nie mogę odnaleźć zdjęcia małego Michaela. Jeżeli ktoś ma takież zdjęcie to proszę o wpis w kom, to podam jakieś namiary do wysłania tego zdjęcia.
Pozdrawiam :* Do jutra :D
-Michael daj mi spokój, chcę spać....
-Mamo! Błagam, zrób mi takie święta jakie inni mają!
Matka nic nie odpowiedziała. Była zbyt zmęczona pracą, a gdzie ojciec? Ojciec pracował, 1000 kilometrów od domu. Bywał w nim tylko raz w roku. W święta, lecz nie w te. Musiał pracować nawet w święta. Biedny Michael musiał radzić sobie sam, miał zaledwie sześć lat. Smutne, prawdziwe. Takie życie. Lecz warto też zobaczyć, co trzecie dziecko w domu ma tak samo. Ci którzy mają całą rodzinę, mogą nazwać się szczęściarzami. Lecz nie o tym będzie ten rozdział. Będzie o tym wyjątkowym dniu, małego Michaela. Jak zjadł wigilijną wieczerzę, co dostał od losu.
*
Drogi Mikołaju!
Na moje szóste święta, nie chciałbym nic dostać. Może jedną rzecz, lecz nie jest to rzecz materialna. Tą rzeczą jest obecność świątecznego nastroju. Chcę aby mój tata i maja mama byli jednością tego nastroju.
Tak bardzo brakuje mi taty, mamie nie jest łatwo, tatę widuje tylko raz w roku, ale w ten rok nawet to nie będzie możliwe. To co? Rok mam czekać za moim ukochanym tatą. Chyba tyle nie wytrzymam.
Zrób co w twojej mocy, wierzę w Ciebie!
Michael Hayboeck :)
PS. Mogę jeszcze prosić trochę śmiałości, żebym zagadał do Candy? Jak nie będzie czasu to nic, z tym sam sobie dam radę.
Michael poszedł do swojego pokoju. Płakał, kocha matkę, i wie jak bardzo jej i tacie jest ciężko, ale też zazdrości innym dzieciom, którzy na wigilie wyjeżdżają do babci w innych miastach, albo po prostu zostają w domu, a cała rodzina przyjeżdża do nich.
Po jakieś godzinie, postanowił się przejść. Ubrał swoją kurtkę buciki, poszedł na skocznie. Tam zawsze mógł poczuć się dobrze. Skocznia w ten dzień wyglądała pięknie. Była bardzo pomysłowo ubrana, jak się na nią patrzyło, czuć było święta. Mały Michi, uwielbiał na nią patrzeć i marzyć że kiedyś, niedługo na niej będzie wygrywać. Marzył aby zostać skoczkiem, nie tylko on, dziadek od urodzenia mówił mu codziennie że nim zostanie. Do czasu, gdy babcia zmarła a dziadek pokłócił się z ojcem małego Michaela, od tamtej pory nie zobaczył go, nawet nie dostał od niego oznaki życia. Tak bardzo tęsknił, zawsze marzył aby dziadek wrócił i żeby znów byli rodziną...
-Michael-ku co ty tu robisz?- przerwał mu głos, męski głos, podobny do głosu jego ojca. Lecz nie. To nie był on. Był to trener Aleksander. Dla Michaela wujek Alek. - Czemu nie jesteś w domu?
- Nie mam ochoty tam być, jestem smutny.
-Dlaczego? Wujkowi możesz powiedzieć.
Mały opowiedział Alkowi co mu dolega. Rozmawiali coś długo, wuj Alek powiedział Michaelowi że może przyjść do nich, lecz mały odmówił, nie chciał zostawić swoją matkę samą.
---------------------------------------------------------------------------------
Tak mnie natchnęło :D Oczywiście ciąg dalszy jutro, i raczej na tym się skończy świąteczna edycja limitowana.. Wiecie co? Nie wiem dlaczego, ale nie mogę odnaleźć zdjęcia małego Michaela. Jeżeli ktoś ma takież zdjęcie to proszę o wpis w kom, to podam jakieś namiary do wysłania tego zdjęcia.
Pozdrawiam :* Do jutra :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)