-Mamo wstawaj, już są święta, pada śnieg!
-Michael daj mi spokój, chcę spać....
-Mamo! Błagam, zrób mi takie święta jakie inni mają!
Matka nic nie odpowiedziała. Była zbyt zmęczona pracą, a gdzie ojciec? Ojciec pracował, 1000 kilometrów od domu. Bywał w nim tylko raz w roku. W święta, lecz nie w te. Musiał pracować nawet w święta. Biedny Michael musiał radzić sobie sam, miał zaledwie sześć lat. Smutne, prawdziwe. Takie życie. Lecz warto też zobaczyć, co trzecie dziecko w domu ma tak samo. Ci którzy mają całą rodzinę, mogą nazwać się szczęściarzami. Lecz nie o tym będzie ten rozdział. Będzie o tym wyjątkowym dniu, małego Michaela. Jak zjadł wigilijną wieczerzę, co dostał od losu.
*
Drogi Mikołaju!
Na moje szóste święta, nie chciałbym nic dostać. Może jedną rzecz, lecz nie jest to rzecz materialna. Tą rzeczą jest obecność świątecznego nastroju. Chcę aby mój tata i maja mama byli jednością tego nastroju.
Tak bardzo brakuje mi taty, mamie nie jest łatwo, tatę widuje tylko raz w roku, ale w ten rok nawet to nie będzie możliwe. To co? Rok mam czekać za moim ukochanym tatą. Chyba tyle nie wytrzymam.
Zrób co w twojej mocy, wierzę w Ciebie!
Michael Hayboeck :)
PS. Mogę jeszcze prosić trochę śmiałości, żebym zagadał do Candy? Jak nie będzie czasu to nic, z tym sam sobie dam radę.
Michael poszedł do swojego pokoju. Płakał, kocha matkę, i wie jak bardzo jej i tacie jest ciężko, ale też zazdrości innym dzieciom, którzy na wigilie wyjeżdżają do babci w innych miastach, albo po prostu zostają w domu, a cała rodzina przyjeżdża do nich.
Po jakieś godzinie, postanowił się przejść. Ubrał swoją kurtkę buciki, poszedł na skocznie. Tam zawsze mógł poczuć się dobrze. Skocznia w ten dzień wyglądała pięknie. Była bardzo pomysłowo ubrana, jak się na nią patrzyło, czuć było święta. Mały Michi, uwielbiał na nią patrzeć i marzyć że kiedyś, niedługo na niej będzie wygrywać. Marzył aby zostać skoczkiem, nie tylko on, dziadek od urodzenia mówił mu codziennie że nim zostanie. Do czasu, gdy babcia zmarła a dziadek pokłócił się z ojcem małego Michaela, od tamtej pory nie zobaczył go, nawet nie dostał od niego oznaki życia. Tak bardzo tęsknił, zawsze marzył aby dziadek wrócił i żeby znów byli rodziną...
-Michael-ku co ty tu robisz?- przerwał mu głos, męski głos, podobny do głosu jego ojca. Lecz nie. To nie był on. Był to trener Aleksander. Dla Michaela wujek Alek. - Czemu nie jesteś w domu?
- Nie mam ochoty tam być, jestem smutny.
-Dlaczego? Wujkowi możesz powiedzieć.
Mały opowiedział Alkowi co mu dolega. Rozmawiali coś długo, wuj Alek powiedział Michaelowi że może przyjść do nich, lecz mały odmówił, nie chciał zostawić swoją matkę samą.
---------------------------------------------------------------------------------
Tak mnie natchnęło :D Oczywiście ciąg dalszy jutro, i raczej na tym się skończy świąteczna edycja limitowana.. Wiecie co? Nie wiem dlaczego, ale nie mogę odnaleźć zdjęcia małego Michaela. Jeżeli ktoś ma takież zdjęcie to proszę o wpis w kom, to podam jakieś namiary do wysłania tego zdjęcia.
Pozdrawiam :* Do jutra :D
Biedny malutki Michael. Tak bardzo brakuje mu ojca :(
OdpowiedzUsuń