Dojechaliśmy na miejsce, a Bruno ciągle spał, położyłam go do łóżka i zostawiłam z Kate, a ja poszłam na miasto, przypomnieć sobie stare czasy.
Dowiedziałam się że jutro mają być zawody, w Innsbrucku? Sześć lat temu, nie było tu dobrej skoczni, a teraz? Zawody. Byłam zadowolona że one będą, Bruno będzie miał rozrywkę. Z tą wiadomością wróciłam do domu.
-Kate!- wołałam ją i znalazłam, bawiła się z moim synkiem.
-No cześć, co jest?- zapytała zdziwiona z mojego uśmiechu na twarzy.
-No pewnie wiesz, są zawody narciarskie, czy to nie wspaniałe?
-Candy, ale wiesz kogo możesz tam spotkać?
-Kogo?- zapytałam, a następnie sama to sobie uświadomiłam.
Michi, on przecież jest w reprezentacji, nie mogę tam iść, nie z Brunem.
*Michael
Dawno nie byłem tu. Już trochę tęskniłem za tymi ludźmi. To miejsce jest dla mnie domem. Tu się wychowałem. Jednak. Żałuje tego dnia, gdy Candy wyjechała, a nosiła w sobie moje dziecko. Niestety, już go nie ma. Tak tego żałuje, teraz ona zapewne spełniła swoje marzenie i została ginekologiem. Pogodziłem się z tym faktem. Już nigdy nikogo tak nie pokocham, jak ją, wciąż ją kocham.
- Michi- przerwał moje myślenie Gregor.
-Co?
-O czym tak myślisz?
-Wspomnienia.
-Zaraz będziemy na miejscu.- odpowiedział. To był fakt. Już przejeżdżaliśmy przez centrum, gdy nagle, w oknie zauważyłem Candy. Szła z Kate a na rękach miała małego chłopca, blondyna. Zacząłem krzyczeć do kierowcy aby się zatrzymał. Usłyszał mnie i zrobił to. Wybiegłem z autobusu, stanąłem na przeciw jej.
*Candy
Zauważyłam go. Serce mi stanęło. Nie wiedziałam co robić. Serce kazało biec, uciekać, a rozum, mówił stój pogadaj z nim, przyznaj się. Oczywiście posłuchałam tego drugiego.
-Candy!- wołał.
-Cześć- odpowiedziałam, paczył się w moje oczy.- Co ty tu robisz?- zapytałam głupio.
- Mam zawody, jestem skoczkiem, a ty? Co to za mały przystojniak?- zapytał gilgocząc małego.
- Przejechałam na wakacje, a to jest Bruno, mój syn.
-Twój syn?- zapytał jakby był w szoku.
-Tak, mój syn, jego ojciec zginął podczas misji. Rok temu.
-Bardzo mi przykro. - odpowiedział z łzami w oczach.- Może poszłabyś ze mną na kawę albo obiad?
-Nie wiem.. No dobrze to dziś o 20?
-Przyjadę po Ciebie.
Nie miałam dużo czasu. Musiałam się przyszykować, miałam tylko 4 godziny. Musiałam wyglądać lepiej niż teraz, jak nieszczęśliwa. Dobrze że zabrałam swoją czerwoną sukienkę od Dior. Tylko buty miałam czarne.
-I jak wyglądam?- zapytałam się synka i siedzącej przy nim Kate.
-Piękna mama!- odpowiedział Bruno.
- To idę, pa słonko- odpowiedziałam całując syna i wyszłam.
Jadąc do naszej ulubionej knajpy myślałam o tym co mu powiedziałam w centrum, Bruna ojciec nie żyje... Dlaczego ja to powiedziałam, to głupie.
Już byłam na miejscu. Szukałam wzrokiem gdzie jest Michael. I był. Ubrany w granatowy garnitur.
-Candy, tu.- zawołał, chyba mnie. wyglądał bosko. Chyba go kocham.
-Cześć- odpowiedziałam uroczo, chyba.
- Witaj, siadaj!
Kilka minut paczył się na mnie. Aż w końcu powiedział.
- To Candy, jesteś prawnikiem?
-Tak, skąd wiesz?
- Zrobiłem mały wywiad.
-Nie jesteś skoczkiem, jesteś szpiegiem.- zaczęłam się śmiać, on też.
-Tak, wiem też że masz słodkiego synka.
-Tak Bruno. Ma 6 lat. Jest bardzo podobny do taty.
-Jaki był?
-Kto?
-Jego ojciec?
-Był cudowny, zaszłam w ciąże mając 17 lat, on też.- mówiłam te słowa prosto w oczy mu, łzy mi poleciały.
-Przepraszam już nie musisz mówić.- przerwał mi, złapał za rękę.
Poczułam znów motylki w brzuchu. Przestraszona tym uczuciem wyrwałam rękę z jego objęcia, i uciekłam z restauracji, wsiadłam w samochód, wyjechałam z parkingu i poczułam że zasypiam....
----------------------------------------------------------------------
Jest drugi :) Mam nadzieje że się spodoba, specjalnie dla was opublikuje go wcześniej niż zamierzałam.
Miłego czytania, Pozdrawiam :*
Świetny, a Michael taki troskliwy :D Możesz dodawać często m9i to nie przeszkadza ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na nowy rozdział :)
Pozdrowionka ;*
Rozdział cudowny! Chciałabym zobaczyć minę Michaela na widok Candy z małym:)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny:D
ps. Zapraszam do mnie http://mirisblogus.blogspot.com/
http://spojrzenie-naszych-oczu.blogspot.com/
Michael oczywiście troskliwy i rozkoszny...
OdpowiedzUsuńNie domyśla się, że Bruno to jego synek?
Pozdrawiam i zapraszam na drugi rozdział :)
http://skok-w-zapomnienie.blogspot.com/2014/05/rozdzia-2-w-kazdym-zyciu-sa-rozdziay-do.html
Jeszcze nie. Wierzy Candy. Wiem to trochę głupie, ale cóż ;) pozdrawiam :*
Usuń