Leżąc na oddziale przypomniałem sobie słowa dziadka. Mam dbać o swoją rodzinę. Właśnie, czy dziadek byłby ze mnie dumny. Przez sześć lat nie wiedziałem o swoim dziecku. To uczucie było okropne.
-Panie Michael-u musimy już jechać na salę operacyjną.- usłyszałem głos, męski głos.
-Uśnij, nikt Cię tu nie skrzywdzi, nie bój się, tylko śpij.- głos pielęgniarki która mnie usypiała.
Gdy już to zrobiła zacząłem śnić..
-Mamo, jedziemy do dziadziów- tak nazywał mały Michael swoją babcie, a także swojego dziadka. Byli to jego jedyni przyjaciele jakich miał do tej pory, bo miał 4 lata. Opiekowali się nim od poniedziałku do soboty, ponieważ nigdy nie chciał iść do przedszkola.
-Michael, tak jedziemy zaraz, idź się ubierz.-Odparła matka robiąc małemu ulubione śniadanie które zawsze babcia mu robi, makaron z cukrem i białym serem, pycha!
Babcia była jego drugą matką, dziadek ojcem który zawsze był przy nim, gdy biologicznego brakowało. Te dwie osoby są najważniejsze w życiu Michaela.
Pierwszą osobą której przedstawiłbym moją ukochaną byłaby babcia, lecz było to niemożliwe. Babcia zachorowała na raka skóry, z przerzutami, gdy miałem cztery lata, ostatni raz ją widziałem właśnie tamtego dnia. Mama o chorobie wiedziała, ja nie. Tamtego dnia babcia bardzo dużo mnie przytulała, całowala i płakał gdy pytałem się co dostanę od niej na gwiazdkę.
Zmarła, tuż przed 24 grudnia, 23 grudnia był jej pogrzeb, nie było mnie tam, nie bylem na cmentarzu u niej nigdy, nie wiem jak się zachować gdy będę tam. Nie lubię takich miejsc.
Dziadek bardzo przeżył śmierć babci, ale nie dał mi tego odczuć, raz zabrał nad jezioro, nie umiałem pływać a już miałem siedem lat. Dziadek za to bardzo lubił to robić.
-Dziadku ale mnie trzymaj!
-Spokojnie wnusiu, ładnie nogi, ręce trochę do góry- dawał mi dobre rady.
Machałem rękoma, nogami jak moglem, szybciej i szybciej, aż poczułem się słabo, nie miałem oparcia, nie miałem dziadka, nie trzymal mnie, puścił..
Spadałem w dół
i w dół
czułem ż nie mam tlenu,
czułem że umieram...
Puls maleje... Tracimy pacjenta. Tlen dajcie do cholery ten tlen.
czekanie
czekanie
czekanie
wpatrywanie się w monitor gdzie przez 30 sekund kreska szła prosto.
Czekanie
Intubujemy
Słowo które miało mnie przywrócić do życia, wybić od dna, lecz ja nie potrafiłem, nie umiałem. Ja przecież nie potrafię pływać.
-Proszę niech Pan wraca do żywych, proszę walcz! Walcz o siebie.
Walczyć o siebie ? Jak? Nie potrafię, tylko gdy lecę czuje że walczę ale teraz ja nie lecę, ja tonę, ja umieram...
--------------------------------------
Witam!
Jest straszna dziesiątka . Nie mogłam znaleźć weny, jak ma wyglądać dalsza część, dalszy rozdział opowiadania. Mam masę nowych pomysłów, zastanawiam się nad usunięciem tego bloga. Chcecie poznać dalsze losy Michaela, Candy i małego Bruna?
Piszcie w komentarzach :)
Pozdrawiam i całuje :*
Chcesz uśmiercić Michaela? Nie rob tego. Dopiero przecież poznał swojego syna. Dokończ losy tej trójki :) Pozdrawiam i weny :)
OdpowiedzUsuńDziekuje za slowa otuchy! :) Niestety ten blog ske skończy troche inaczj niz na poczatku myslalam :) Sytuacje w opowiesci sa moim nastrojem, nie wiem jak zapanowac nad soba zeby inaczej sie skonczylo, ale postram sie aby byl dobrze. Pozdrawiam :*
Usuń