niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział jedynasty

-Mam dla Pani dobrą i złą wiadomość.- oświadczył doktor. Co to jest ta zła? Bruno czy Michi?
Myśli już były najgorsze. Łzy napływały do oczów, żołądek dziwnie się skurczył.
-Czy z nimi wszystko okey? Jak Bruno?-zapytałam z zachrypniętym głosem.
-Tak, Bruna może już Pani zobaczyć, jest trochę osłabiony ale będzie żył, a co do drugiego.- zamilknął. To jednak coś jest z  Michaelem....
-Co z nim?- zamilkł, jego głowa spuściła się w dół.
-Zrobiliśmy co w naszej mocy, ale...
-Ale co? Chce go zobaczyć.-przerwałam mu i już biegłam na sale w której Michael leżał przed operacją.

Biegłam, łzy płynęły strumieniami... Nie, to nie może być prawda, on nie może, nie, on nie może umrzeć. Potrzebuje go. Fakt, na początku przyjechałam tu tylko po to by pomóc mojemu synowi, ale chyba go pokochała, za to że odważył się, chciał uratować mojego, naszego syna. Wreszcie mogę to powiedzieć, naszego, dopiero teraz to zrozumiałam. Byłam dla niego okropna, oschła, wywierałam zazdrość gdy przyszedł Grey.

Dobiegłam do sali 13, pech, prawda?
Zobaczyłam go, podłączony do jakiś maszyn z rurką w gardle ale coś mi się nie zgadzało. Jeżeli nie żyje to dlaczego ma puls?

-Co mu jest?-zapytałam lekarza, który dobiegł do sali tuż za mną.
-Jest w śpiączce, jeżeli byśmy go nie uśpili by umarł.
-No co takiego, przecież się wybudzi i będzie normalnie funkcjonować, prawda?- już nic nie rozumiałam.
-Właśnie nie, to nie takie proste, on musi chcieć żyć. Musi walczyć tak jak na stole operacyjnym.
-Skoro walczył to czemu jest w śpiączce?
- Pierwszy raz spotkałem się z takim czymś, myślałem że to prosty zabieg. Bierzemy z jednego, wkładamy do drugiego. A on, zaczął odchodzić, albo brał jakieś leki o których nam nie powiedział, albo my coś zrobiliśmy. Niech pani powie, czy on coś brał.

Co ja mam odpowiedzieć? Przecież ja w ogóle z nim nie miałam kontaktu nie wiem co jadł, jakie tabletki brał, ale jak ja mam to powiedzieć lekarzowi.
-Raczej Michael nie jest osobą która brałaby jakieś leki, prowadził zdrowy styl życia.
-Myślę że Pani kłamie.
-Skąd takie oskarżenie?
-Nie wie pani nic o nim, mówi to co ja wiem, o tym czy będzie żył czy nie mogą zadecydować minuty, godziny. Musi Pani iść po trenera albo kogoś innego, kogoś kto zna Michaela.
Ale kto? Trener jest na szkoleniu w Niemczech, a kto może być jego przyjacielem. Wiem!

-Halo.- usłyszałam głos, osoby do której dzwoniłam.
-Gregor? Tu Candy, dzwonie bo...-nie dał mi skończyć.
-Zapewne z dobrą wiadomością, jak Michael?
-Właśnie o to dzwonie, posłuchaj czy Michael brał jakieś leki?
-Candy, to nie jest rozmowa na telefon, zaraz będę w szpitalu.

----------------------------------------------------------------
Jesteśmy już przy końcu. Bardzo dziękuje za słowa otuchy dla Ani :D Czuje że dla Ciebie piszę :d
Mam nadzieję że więcej osób może podzielić się swoimi uwagami :) Mogą być nawet te złe, dopiero się uczę dobrze pisać. :)
Tak bardzo chciałam jechać do Zakopanego, niestety, za rok się uda :d
Gratulacje dla KAMILA STOCHA <3
Pozdrawiam :*

3 komentarze:

  1. Ejejej, to z Gregiem... Nie, nie, NIE!!! To NIE może być prawda!!! :o Michi coś brał?! Ja pier... On nie może umrzeć, musi, musi, MUSI żyć!!! Nie bądź okrutna, daj nam satysfakcję z happy endu :D
    Przez Ciebie zżera mnie teraz ciekawość na maksa xD
    Brawo Kamil :D <3 I ta narta co mu wypadła ♥ xd
    Pozdrawiam i czeeekam niecierpliwien na 12 ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę bardzo, od początku ten blog bardzo mi się spodobał. Cieszę się, że mogę Cię jakoś wspierać :) Może miałabyś ochotę się jakoś zapoznać?
    A co do rozdziału. O mato biedny Michael. Oby Gregor jakoś pomógł i udało się go uratować :) Pozdrawiam i życzę DUŻO weny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że tak! Jak co to moj nr tel. 669699400 :D

      Usuń